Więc mamy szkołę. I zapowiedziane dwa sprawdziany - z biologii i chemii. Ech, to są dwa najgorsze przedmioty...
Tutaj, to jest w gimnazjum, dużo przyjemniej się uczymy angielskiego. Bo, po pierwsze, lepsza nauczycielka, podręczniki prostsze (znaczy się - potrafię coś z nich zrozumieć) i w ogóle milej. I mamy ładniejsze sale.
Przyjemnie mi się (na razie) uczy niemieckiego. Logiczniejsza wymowa niż w angielskim.
I mamy historię. Nasz nauczyciel jest wicedyrektorem. Jest dość wkurzający - pyta tych co są nieprzygotowani, czepia się mundurków, ale uczy nawet nieźle. Ale ja historię bardzobardzo lubię.
Jest jeszcze jedna rzecz, za którą kocham moją szkołę - mamy automaty z gorącą czekoladą! Pychotka, naprawdę ;)
Mój tekst pojedynkowy ma się marnie - pomysł był, ale się zmył. Wen też poszedł (jestem w trakcie przywabiania go miodem i szklanką mleka), ale powinien wrócić. Termin to 8 października, wiec zdążę. Chyba. Znaczy się, zdążę na pewno, tylko nie jestem pewna czy wyjdzie tak jak chciałam. Musze napisać, bo nienapisanie tekstu jeszcze raz zdecydowanie mi się nie uśmiecha :/ Na całe szczęście temat mam fajny, więc nie będę się zbyt męczyć.
Mam nowy layout ! Szukam jeszcze nowych ikonek (a może sama zrobię...?).
Szkoła, jak już dużo razy mówiłam, to zło. Ech, ale jakoś trzeba żyć...
Moja kolekcja zeszytów "do pisania" rozrasta się. Mam ich trzy albo cztery, i jeszcze jeden przepiękny obiecany. Bo ja kocham zeszyty, i każdy zeszyt który będę mieć musi być przynajmniej ładny. Bo mi się dużo przyjemniej pisze w zeszycie, dopiero później przepisuję na komputer.
Niech się LJ wypcha, nie robię lj-cuta!